Masło jest do jedzenia, a margaryna na sprzedaż!

Zapewne uważasz, że masło i smalec są szkodliwe i zawierają cholesterol? Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Nie ty jeden, gdyż mowa o być może największej manipulacji i przekręcie dietetycznym XX wieku!

Smarujesz pieczywo margaryną, a do smażenia używasz często oleju słonecznikowego? Popełniasz wielki błąd, choć reklamy, a nawet lekarze, przekonują cię, że jest inaczej.

Prof. dr hab. inż. Grażyna Cichosz, specjalistka technologii żywności i żywienia człowieka, jest jednym z ekspertów, którzy w tomie “Jedz, co chcesz. Sąd nad polskim stołem” (Wyd. Agora) rozprawiają się z największymi, najbardziej powszechnymi i szkodliwymi mitami na temat tego, co jemy. Krystyna Naszkowska przeprowadziła niezwykle interesujące rozmowy z naukowcami i lekarzami, które dla większości z nas będą rewolucyjne i wywrócą wszystko do góry nogami.

 

Nie bój się masła!

Prof. Grażyna Cichosz w rozdziale “Nie bój się masła” mówi, że masło jest do jedzenia, a margaryna na sprzedaż.” Margaryna to samo zło dla naszego organizmu. To utwardzony olej roślinny, a w procesie jego utwardzania powstają szkodliwe dla naszego zdrowia sztuczne izomery trans. Jeśli chcemy być zdrowi, powinniśmy jeść masło, a nie margarynę”.

Skąd więc tak wielka popularność margaryny i tak zła opinia masła? Dlaczego od lat mówi się o prozdrowotnych właściwościach margaryny i szkodliwości tłuszczów zwierzęcych (masło, smalec itd.)?

 

Walka margaryny z masłem

Jak czytamy w “Jedz, co chcesz” walka margaryny z masłem rozpoczęła się po II wojnie światowej, kiedy w wyniszczonej Europie brakowało żywności: “Margaryna była tania w produkcji (pięć-siedem razy tańsza niż masło), można ją było znacznie szybciej wytworzyć i nadawała się do długiego przechowywania – to były jej podstawowe zalety”.

Później, w latach 60., rozpowszechniło się hasło “Margaryna jak masło!”, które skutecznie przekonało konsumentów, że margaryna nie dość, że jest równie smaczna, to jeszcze jest znacznie zdrowsza i tańsza od masła. Od tego momentu możemy już mówić o masowym spożywaniu margaryny.

Świat medyczny jest dzisiaj podzielony na zwolenników masła i margaryny, choć tych drugich w dalszym ciągu jest więcej, i to pomimo licznych wyników badań naukowych. Jak wprost przyznaje prof. Cichosz, wszystkiemu winni są producenci margaryny (jest dużo tańsza w produkcji, więc sprzedają ją z wielokrotnym zyskiem, nieosiągalnym dla producentów masła) oraz firmy farmaceutyczne zarabiające grube miliony na produkcji leków antycholesterolowych.

 

Dlaczego margaryna nam szkodzi?

Według prof. Grażyny Cichosz margaryna – wbrew powszechnemu przekonaniu – nie tylko nie zapobiega miażdżycy, ale wręcz powoduje zmiany miażdżycowe.

Owszem, mówi się o tym, że margaryna jest źródłem niezbędnych dla organizmu człowieka nienasyconych kwasów tłuszczowych, ale już nie mówi się, że “w procesach technologicznych, jakim jest poddawana, zanim trafi na nasze stoły, te nienasycone kwasy są przekształcane w nasycone. W dodatku powstają sztuczne izomery trans, które są obce dla organizmu człowieka”.

Zupełnie inaczej niż w przypadku masła. Przeciwnicy masła i smalcu, czyli tłuszczów zwierzęcych, mówią, że spożywanie ich podwyższa nam cholesterol w organizmie, a to prowadzi do miażdżycy, problemów z pamięcią itd. Cóż, kiedy, jak przekonuje prof. Cichosz, to nieprawda.

 

 

Dobry i zły cholesterol

“Po pierwsze, cholesterol jest niezbędny do funkcjonowania organizmu. Prawdą jest, że spożycie tłuszczów zwierzęcych może powodować wzrost cholesterolu. […] Przeciwnicy spożywania tłuszczów zwierzęcych pomijają fakt, że przy spożyciu masła czy smalcu wzrasta poziom zarówno złego LDL, jak i dobrego HDL cholesterolu. Podczas gdy przy spożywaniu sztucznych izomerów trans, czyli margaryn, wzrasta poziom złego LDL i maleje poziom dobrego HDL cholesterolu” – wyjaśnia specjalistka.

Co więcej, czytamy dalej w książce, do tej pory naukowcy nie znaleźli dowodów na to, że wysoki poziom cholesterolu jest szkodliwy dla zdrowia! Trudno w to uwierzyć?

 

Zmanipulowane wyniki badań

Tzw. “hipercholesterolowa teoria miażdżycy” to najlepszy dowód na to, że “każde kłamstwo powtarzane odpowiednio często traktowane jest jako prawda. Teoria ta została w całości zmanipulowana przez Ancela Keysa, który na początku lat 50., ubiegłego stulecia przedstawił hipotezę, że tłuszcz w diecie powoduje wzrost poziomu cholesterolu, co rzekomo jest główną przyczyną chorób” – czytamy w “Jedz, co chcesz”.

Problem w tym, że Keys, choć dysponował wynikami z 22 krajów, wybrał tylko te, które mu pasowały do z góry założonej hipotezy. Gdyby wybrał inne z tych 22 przebadanych państw, udowodnilibyśmy coś zupełnie przeciwnego, a mianowicie, że “większa zawartość tłuszczu w diecie koreluje z mniejszą zachorowalnością na choroby”!

 

Jak to w ogóle możliwe?

Prof. Cichosz twierdzi, iż przeprowadzane w kolejnych latach badania innych autorów w całości przeczyły rewelacjom Keysa, ale, niestety, nie miały one już takiej siły przebicia.

“Z opracowań projektu Framingham Heart Study wynika, że mężczyźni, którzy chorowali na serce, znacznie częściej mieli niski, a nie wysoki poziom cholesterolu. Stwierdzono brak jakiejkolwiek zależności między chorobą serca u kobiet po 50. roku życia a poziomem cholesterolu” – wylicza specjalistka.

Skąd w takim razie popularność margaryny, także wśród lekarzy? “Pieniądze, pieniądze, pieniądze. Producentów margaryn stać na marketing. Stać ich na to, by urządzać pranie mózgu lekarzom. W wielu szpitalach organizowane są comiesięczne sympozja poświęcone przekonywaniu do rzekomo prozdrowotnych właściwości olejów i margaryn” – odpowiada prof. Cichosz.

Nie jest też prawdą, że to właśnie z powodu zwierzęcych tłuszczów (masło, smalec) tyjemy. “Wartość energetyczna jednego grama tłuszczu: masła, smalcu, oliwy z oliwek, każdego oleju czy margaryny, jest zawsze taka sama i wynosi 9 kcal. W odróżnieniu od cukrów tłuszcze zmniejszają apetyt, bo sycą. Kiedy jemy tłusto, to jemy mało” – wyjaśnia specjalistka i dodaje, że przyczyną tycia są nie tłuszcze zwierzęce, lecz nadmiar cukrów i sztucznych izomerów trans.

Jeśli natomiast chodzi o oleje roślinne, trzeba pamiętać, że są one niebezpieczne zawsze po poddaniu jakiejkolwiek obróbce termicznej. Innymi słowy, smażenie na olejach jest bardzo szkodliwe i poważnie zagraża naszemu zdrowiu. Prof. Cichosz wyjaśnia w książce, że olej rzepakowy czy lniany w niewielkich ilościach mogą się znajdować w naszej diecie, ale wyłącznie na zimno:

“Podczas podgrzewania olejów dochodzi do strat nienasyconych kwasów tłuszczowych i antyoksydacyjnych witamin, za to powstają związku bardzo szkodliwe dla zdrowia, na przykład aldehydy, ketony i oksysterole, które uszkadzają błony komórkowe oraz struktury wewnątrzkomórkowe, blokują enzymy, przez co działają miażdżycowo i rakotwórczo”.

 

Źródło: (1)

2 thoughts on “Masło jest do jedzenia, a margaryna na sprzedaż!

  1. Zawsze to powtarzam. Masło, to masło. Ale jestem w zdecydowanej mniejszości. Wiele jest takich mitów żywieniowych. Gdzieś, kiedyś natrafiłem na opracowanie omawiające krok po kroku, wpływ cholesterolu na zdrowie. Jedyny wniosek, po przeczytaniu 60 stron raportu mam taki… Nikt, nic nie wie, bo organizm jest zbyt skomplikowaną maszynerią. Po tym idę do mojego lekarza, który opowiada o zbawiennym działaniu margaryny z enzymem zmniejszającym poziom cholesterolu we krwi.. Jak tu żyć? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *